6/28/2018

6/28/2018

SeeBlogers

SeeBlogers


Festiwal See Blogers to wielkie ogólnopolskie spotkanie internetu w świecie realnym. W tym roku miało wydarzenie w Łodzi. Wiedziałam, że takie imprezy mają miejsce, ale miałam mieszane uczucia. A z racji tego, że do śmiałych nie należę wolałam się nie angażować. Jednak Sylwia dosyć szybko mnie przekonała. Wysłałam zgłoszenie i… dostałam e-maila zwrotnego z gratulacjami o zakwalifikowaniu się.


 Byłam ciekawa organizacji i atmosfery na miejscu – i nie zawiodłam się. Na festiwalu odbywały się różne warsztaty (oczywiście zgapiłyśmy się i na żadne się nie zapisałyśmy, haha) oraz wykłady. Były także stoiska sponsorów/partnerów całego spotkania, z którymi można było porozmawiać albo nawiązać współpracę.




 Jednym z wykładów, który najbardziej zapadł mi w pamięć był ten Elizy Wydrych znanej jako Fashionelka. Eliza rozwaliła cały system. Opowiedziała jasno co jest nie tak w całej blogsferze, pokazała jak wiele ludzi robi źle. Jak dla mnie wyciągnęłaś wszystkie „grzeszki” Internetu, przedstawiłaś ślepy zaułek, do którego dąży ponad połowa ludzi w sieci. Wielki szacun! Zmiotłaś wszystkich.


 Preelekcje z See Blogers dały wiele do myślenia, można powiedzieć, że w wielu kwestiach otworzyły oczy na to i owo. Wiem jedno – za rok na pewno znów się tam zjawię. Aniu to wydarzanie to kawał dobrej roboty! Gratuluje! 

Podczas See Blogers odbyła się gala #hasztagiroku, którą możecie obejrzeć tutaj :)


 

4/08/2018

4/08/2018

Pasaż Róż

Pasaż Róż

Miło ujrzeć za oknem słońce, uśmiechnięte twarze i tłumy ludzi spacerujących mniejszymi i większymi ulicami. Wczoraj razem z Pauliną z wielką chęcią wtopiłyśmy się w tłum. Nie widziałyśmy się wieki, więc to był najwyższy czas by nadrobić zaległości. Fajnie jest spotkać się po kilku miesiącach i rozmawiać ze sobą jakbyśmy widziały się wczoraj. Mieć kogoś z kim pogadasz na każdy temat - bez względu czy jest to rozmowa o pracy, kosmetykach czy czymkolwiek innym.


 Znamy się od liceum, ale w pierwszym dniu naszej znajomości uznałam, że na pewno nie będziemy mieć ze sobą dobrych relacji, a tym bardziej takich jakie są obecne. To była jedna z tych sytuacji kiedy próbujesz z kimś nawiązać kontakt, a jedyne co słyszysz w odpowiedzi to TAK, NIE, NIE WIEM, MHM (Spychałcix pozdrawiam!). Wypominam jej to jak tylko jest okazja, haha. Jednak czas pokazał, że pozory mylą. Nawiązałyśmy ze sobą kontakt i tak zostało do dziś. Właśnie wczoraj miałyśmy okazję trochę powspominać wspólne wypady, litry wypitego alkoholu, milion pizz pochłoniętych nocami, imprezy do rana i wiele obciachowych sytuacji - z uwzględnieniem nas w roli głównej.

Wczoraj spacerując po Piotrkowskiej zajrzałyśmy na słynny Pasaż Róż. Kamienica jest tam pokryta szklaną mozaiką, która wygląda niesamowicie! Szczególnie jeśli traficie na piękny słoneczny dzień tak jak my wczoraj.


3/13/2018

3/13/2018

rachunek sumienia

rachunek sumienia


Cześć, czołem!
Nie wiem od czego zacząć. W sumie najlepiej byłoby od początku. Po powrocie do Polski miałam trochę zawirowań, problemów i masę spraw do załatwienia. Długo przymierzałam się do powrotu na bloga, którego zaniedbuję od jakiś dwóch lat. 

Wracam, bo brakuje mi miejsca dla siebie. Wracam, bo nareszcie do tego dojrzałam. 2017 rok był dla mnie przekleństwem. Szczególnie jego koniec wywrócił mi życie do góry nogami. Były momenty, w których ciężko było mi wrócić do siebie, zacząć trzeźwo myśleć, a przede wszystkim zacząć funkcjonować. Potrzebowałam kompletnej izolacji od świata. Nie będę się rozpisywać, bo gdybym chciała to z pewnością napisałabym książkę. Było, minęło.

Liczę na to, że 2018 rok będzie dużo lepszy od poprzedniego i jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku. Podobno zawsze po burzy wychodzi słońce, więc mam nadzieję, że tym razem też tak będzie. Wracam z odmienionym wyglądem bloga, siebie, nową dawką energii i motywacją, której wieki już nie miałam.

Wrócę tu do tego stanu, który był kiedyś. Przyrzekłam to sobie wraz z wystrzałem fajerwerków pierwszego stycznia, więc zapraszam! Rozsiądź się wygodnie, obserwuj i czytaj. Liczę na to, że znów zaczniesz tu zaglądać :)

12/01/2017

12/01/2017

Cześć Polsko!

Cześć Polsko!


Dziś piszę do Was z jakże zimowej... Polski. Mój powrót był spontaniczny, można powiedzieć, że nie do końca zależny ode mnie. Wróciłam na początku listopada, ale miałam niemałe problemy, z którymi musiałam się uporać. Niestety, na niektóre sytuacje nie mam wpływu. Jedyne co pozostaje to stawić temu czoło. Mój pobyt w Irlandii skończył się szybko, może trochę za szybko, ale jak już wspomniałam niektórych rzeczy nie przeskoczymy. Dziś jest trochę lżej. Szczęście w nieszczęściu, że sytuacja, w której się znalazłam zmusiła mnie do powrotu. Ogólnie powiem Wam, że ten rok zdecydowanie mi nie służy. Jeśli tylko coś zaplanuje to natychmiast moje pomysły znikają jak mydlane bańki. Nic mi nie wychodzi, wszystko się wali jednak 2017 zaraz się kończy i żyję nadzieją, że kolejny zaowocuje zmianami na lepsze i szczęściem, którego obecnie zdecydowanie mi brakuje.


Najwyższy czas zakasać rękawy i brać się do roboty! Przypominam Wam o świątecznych wpisach z zeszłego roku - najlepsze pierniki i stroikowe DIY .

10/24/2017

10/24/2017

Caliso Bay - Irlandia

Caliso Bay - Irlandia

Szczerze mówiąc nie potrafię dokładnie określić Wam nazwy tej plaży. W telefonie na lokalizacji wyświetla się nazywa Kinsalebeg. Wujek google podpowiada nazwę Caliso Bay. Plaża znajduje się w skraju hrabstwa Waterford. Gdybyście mieli okazję to tutaj wklejam adres PINEZKI GOOGLE. Plaża robi wrażenie, kolorowe skały, piękne widoki, można się wspinać ile wlezie i gdzie tylko się chce. Wiadomo jest trochę stromo, ale polecam wejść po skałach na górę by móc odreagować, odstresować się i chwilę się zrelaksować. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć, an których widać wysokość na jaką się wdrapaliśmy. Powiem Wam, ze zadziwiła mnie trawa na skałach, która była tak miękka jakby leżało się na jakimś mega wygodnym materacu. Mieliśmy wrażenie, że stąpając po jej powierzchni zaraz zapadniemy się w jakąś dziurę, ale na szczęście bez tego się obyło.





















10/13/2017

10/13/2017

Irlandia - Cobh

Irlandia - Cobh

 Z racji tego, że pomieszkuję w Irlandii mam dla Was świetną propozycję. Postanowiłam stworzyć cykl postów dotyczących właśnie tego kraju. Stwierdziłam, że fajnie jest obejrzeć coś nowego, pozwiedzać, więc trochę Was oprowadzę.

Na pierwszą wycieczkę obrałam kurs na Cobh. Jest to miejscowość położona na południowym wybrzeżu Irlandii w hrabstwie Cork. Z portu Cobh w latach 1848-1950 wypłynęło aż 2,5 mln ludzi, którzy wyemigrowali do Ameryki Północnej. Wśród nich była Annie Moore i jej dwaj braci, którzy jako pierwsi dotarli do Ellis Island w Nowym Jorku.




11 kwietnia 1912 roku do portu w Queenstown (Cobh) zacumował ostatni raz przed tragicznymi wydarzeniami słynny RMS Titanic. Dzięki czemu na każdym kroku możecie znaleźć liczne pamiątki czy miejsca poświęcone pamięci Titanica.




Cobh to piękne krajobrazy, spokój i odpoczynek. Jest to miasto typowo turystyczne. Zresztą nie ma się co dziwić - jest co podziwiać.


10/07/2017

10/07/2017

Po co ten wyjazd?

Po co ten wyjazd?


Po co wyjeżdżasz? Dlaczego Irlandia? Po co? W jakim celu? Będziesz miała do czego wracać? Nie boisz się? Milion pytań, milion myśli, milion wątpliwości. Jednak czasem przychodzi chwila, w której musisz postawić wszystko na jedną kartę. Zaryzykować mimo strachu, który towarzyszy i gdzieś z tyłu głowy krzyczy ODPUŚĆ. W dniu wyjazdu łzy cisnęły mi się do oczu. Przerażała mnie odległość, czas, brak najbliższych osób obok. Jednak podjęłam decyzję, kupiłam bilet, wszystko zaplanowałam, więc na odwrót nie było szans. Po co pojechałam? Przede wszystkim po to by zarobić, odłożyć i wrócić. Mieć jakieś zabezpieczenie i pewnego rodzaju pewność o lepsze jutro.


Miesiąc minął w mgnieniu oka. Czas leci jak szalony. Tęsknie, ale daję radę. Pocieszam się, że w grudniu lecę do Polski na dwa tygodnie. Brakuje mi wszystkich i wszystkiego. Całe szczęście nie jestem tu całkowicie sama. Mieszkam u kuzynki, którą traktuje jak rodzoną siostrę, niedaleko mnie mieszka kolega, który mieszka tu od dwóch lat, więc jakoś daje radę. Gdybym miała przylecieć tu sama, samiusieńka bez nikogo to na pewno nie zdecydowałabym się na wyjazd. Ba! Nawet nie przyszedłby mi do głowy taki pomysł.


Wszystkim wydaje się, że to takie proste polecić sobie zostawiając rodzinę, chłopaka, przyjaciół. Ale powiem Wam tak: Mam nadzieję, że nikogo z Was sytuacja do tego nie zmusi, bo to bardzo ciężka sprawa. Często gęsto słyszałam "związek nie przetrwa próby czasu i odległości, przyjaciele się odwrócą", ale jeśli tylko usłyszycie kiedyś takie słowa to wpuśćcie je jednym uchem, a drugim wypuśćcie. Nie warto się zamartwiać, choć wiem, że to nie jest proste. Cały czas żyje obawą, ale może to jest czas, w którym okaże się czy warto komuś poświęcać czas, czy warto utrzymywać kontakt z ludźmi, którzy nie troszczą się o Ciebie czy nie napiszą głupiego "co u Ciebie?". Pamiętajcie, czas wszystko weryfikuje. 

PS. 
Ten wpis nie był dla mnie najłatwiejszy, ta odległość i emocje trochę wylewają się podczas pisania takich rzeczy. Jednak powtarzam: będzie dobrze, jesteś silna, dasz radę!

Copyright © 2016 , Blogger