17:29:00

Cześć Polsko!

Cześć Polsko!


Dziś piszę do Was z jakże zimowej... Polski. Mój powrót był spontaniczny, można powiedzieć, że nie do końca zależny ode mnie. Wróciłam na początku listopada, ale miałam niemałe problemy, z którymi musiałam się uporać. Niestety, na niektóre sytuacje nie mam wpływu. Jedyne co pozostaje to stawić temu czoło. Mój pobyt w Irlandii skończył się szybko, może trochę za szybko, ale jak już wspomniałam niektórych rzeczy nie przeskoczymy. Dziś jest trochę lżej. Szczęście w nieszczęściu, że sytuacja, w której się znalazłam zmusiła mnie do powrotu. Ogólnie powiem Wam, że ten rok zdecydowanie mi nie służy. Jeśli tylko coś zaplanuje to natychmiast moje pomysły znikają jak mydlane bańki. Nic mi nie wychodzi, wszystko się wali jednak 2017 zaraz się kończy i żyję nadzieją, że kolejny zaowocuje zmianami na lepsze i szczęściem, którego obecnie zdecydowanie mi brakuje.


Najwyższy czas zakasać rękawy i brać się do roboty! Przypominam Wam o świątecznych wpisach z zeszłego roku - najlepsze pierniki i stroikowe DIY .

16:17:00

Caliso Bay - Irlandia

Caliso Bay - Irlandia

Szczerze mówiąc nie potrafię dokładnie określić Wam nazwy tej plaży. W telefonie na lokalizacji wyświetla się nazywa Kinsalebeg. Wujek google podpowiada nazwę Caliso Bay. Plaża znajduje się w skraju hrabstwa Waterford. Gdybyście mieli okazję to tutaj wklejam adres PINEZKI GOOGLE. Plaża robi wrażenie, kolorowe skały, piękne widoki, można się wspinać ile wlezie i gdzie tylko się chce. Wiadomo jest trochę stromo, ale polecam wejść po skałach na górę by móc odreagować, odstresować się i chwilę się zrelaksować. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć, an których widać wysokość na jaką się wdrapaliśmy. Powiem Wam, ze zadziwiła mnie trawa na skałach, która była tak miękka jakby leżało się na jakimś mega wygodnym materacu. Mieliśmy wrażenie, że stąpając po jej powierzchni zaraz zapadniemy się w jakąś dziurę, ale na szczęście bez tego się obyło.





















13:13:00

Irlandia - Cobh

Irlandia - Cobh

 Z racji tego, że pomieszkuję w Irlandii mam dla Was świetną propozycję. Postanowiłam stworzyć cykl postów dotyczących właśnie tego kraju. Stwierdziłam, że fajnie jest obejrzeć coś nowego, pozwiedzać, więc trochę Was oprowadzę.

Na pierwszą wycieczkę obrałam kurs na Cobh. Jest to miejscowość położona na południowym wybrzeżu Irlandii w hrabstwie Cork. Z portu Cobh w latach 1848-1950 wypłynęło aż 2,5 mln ludzi, którzy wyemigrowali do Ameryki Północnej. Wśród nich była Annie Moore i jej dwaj braci, którzy jako pierwsi dotarli do Ellis Island w Nowym Jorku.




11 kwietnia 1912 roku do portu w Queenstown (Cobh) zacumował ostatni raz przed tragicznymi wydarzeniami słynny RMS Titanic. Dzięki czemu na każdym kroku możecie znaleźć liczne pamiątki czy miejsca poświęcone pamięci Titanica.




Cobh to piękne krajobrazy, spokój i odpoczynek. Jest to miasto typowo turystyczne. Zresztą nie ma się co dziwić - jest co podziwiać.


16:52:00

Po co ten wyjazd?

Po co ten wyjazd?


Po co wyjeżdżasz? Dlaczego Irlandia? Po co? W jakim celu? Będziesz miała do czego wracać? Nie boisz się? Milion pytań, milion myśli, milion wątpliwości. Jednak czasem przychodzi chwila, w której musisz postawić wszystko na jedną kartę. Zaryzykować mimo strachu, który towarzyszy i gdzieś z tyłu głowy krzyczy ODPUŚĆ. W dniu wyjazdu łzy cisnęły mi się do oczu. Przerażała mnie odległość, czas, brak najbliższych osób obok. Jednak podjęłam decyzję, kupiłam bilet, wszystko zaplanowałam, więc na odwrót nie było szans. Po co pojechałam? Przede wszystkim po to by zarobić, odłożyć i wrócić. Mieć jakieś zabezpieczenie i pewnego rodzaju pewność o lepsze jutro.


Miesiąc minął w mgnieniu oka. Czas leci jak szalony. Tęsknie, ale daję radę. Pocieszam się, że w grudniu lecę do Polski na dwa tygodnie. Brakuje mi wszystkich i wszystkiego. Całe szczęście nie jestem tu całkowicie sama. Mieszkam u kuzynki, którą traktuje jak rodzoną siostrę, niedaleko mnie mieszka kolega, który mieszka tu od dwóch lat, więc jakoś daje radę. Gdybym miała przylecieć tu sama, samiusieńka bez nikogo to na pewno nie zdecydowałabym się na wyjazd. Ba! Nawet nie przyszedłby mi do głowy taki pomysł.


Wszystkim wydaje się, że to takie proste polecić sobie zostawiając rodzinę, chłopaka, przyjaciół. Ale powiem Wam tak: Mam nadzieję, że nikogo z Was sytuacja do tego nie zmusi, bo to bardzo ciężka sprawa. Często gęsto słyszałam "związek nie przetrwa próby czasu i odległości, przyjaciele się odwrócą", ale jeśli tylko usłyszycie kiedyś takie słowa to wpuśćcie je jednym uchem, a drugim wypuśćcie. Nie warto się zamartwiać, choć wiem, że to nie jest proste. Cały czas żyje obawą, ale może to jest czas, w którym okaże się czy warto komuś poświęcać czas, czy warto utrzymywać kontakt z ludźmi, którzy nie troszczą się o Ciebie czy nie napiszą głupiego "co u Ciebie?". Pamiętajcie, czas wszystko weryfikuje. 

PS. 
Ten wpis nie był dla mnie najłatwiejszy, ta odległość i emocje trochę wylewają się podczas pisania takich rzeczy. Jednak powtarzam: będzie dobrze, jesteś silna, dasz radę!

19:00:00

NIE LUBIĘ INTERNETU ZA...

NIE LUBIĘ INTERNETU ZA...

Internet to reklama, edukacja, relacje ze znajomymi, rynek i wiele innych. Jednak z miliona pozytywnych aspektów i chwalenia tak cudownego wynalazku ponad wszystko nie potrafię zrozumieć pewnego zjawiska. Mowa o HEJCIE. Dzielenie się swoimi poglądami, wyrażanie własnej opinii, konstruktywne komentarze są jak najbardziej okej. Jednak kiedy przychodzi czas wypowiedzi bez głębszego przekazu zaczyna się pogrom.



Hejt możemy spotkać w każdej części internetu, zazwyczaj te komentarze brzmią mniej więcej tak: jesteś głupia, przestań pisać te głupoty, dno dna, zmień twarz, jesteś przykra, żałosne, jak Ty wyglądasz? I tutaj nasuwa się pytanie po co to wszystko? co w tym fajnego? Myślę, że ludzie zwyczajnie lubią sprawiać przykrość drugiej osobie, uprzykrzać życie, psuć każdy dzień. Choć powiem szczerze, że jak dla mnie obrażanie jakichkolwiek osób bez względu na to czy są biedne, bogate, popularne czy nie to po prostu chamstwo. Tzw. hejterzy to osoby bez szacunku, empatii. Wydaje mi się, że ich życie jest nudne, szare, mało interesujące, dlatego też lubią komuś podokuczać i być może właśnie wtedy czują się dowartościowani? Nie wiem. Najśmieszniejsze jest to, że hejterzy nie ujawniają się. Robią to wszystko totalnie anonimowo. Czyżby obawiali się pokazania swojej prawdziwej twarzy? Pamiętam jak stawiałam swoje pierwsze kroki w internecie. Zaczęło się od photobloga, którego prowadziłam dosyć czynnie od 2007 roku. Spodobało mi się, więc postanowiłam założyć bloga. Istniał dosyć długo - pod inną nazwą. Zyskał sporo obserwatorów, wszystko świetnie się rozkręcało, było fajnie - do czasu. W pewnym momencie zjawisko hejtu zaczynało się coraz bardziej rozprzestrzeniać. Pojawiło się sporo hejtu, anonimów, przykrych słów, które przybiły mnie do muru. Cały czas, który poświęciłam na wszystko co stworzyłam od zera stał się nieistotny. Bloga usunęłam. Miesiącami zastanawiałam się jak wypełnię tę pustkę. W końcu podjęłam decyzję o powrocie. Odrodziłam się jak feniks z popiołów. Wiem, że hejt i anonimy nigdy nie znikną, a mimo to nie warto się przez nie poddawać.



19:30:00

#ZDJĘCIA - PAULINA

#ZDJĘCIA - PAULINA

Jakiś czas temu, a dokładnie w maju z wielką obawą i strachem pokazałam Wam zdjęcia, które wykonałam. Nie była to jakaś pełna profeska, wiadomo (tutaj wpis). Z racji tego, że wpis znalazł się w czołówce najchętniej odwiedzanych postanowiłam, że pokaże światu kolejne foty, które miałam okazję wykonać w czerwcowe dni. Zdjęcia kosztowały nas wiele poświęcenia - lodowata woda, deszcz, brak słońca, a do tego pełno owadów, które czyhały by tylko coś nam zrobić. Ale udało się! 








20:00:00

Warszawa

Warszawa


Tak długie przerwy nieraz działają niezwykle motywująco - tak jest i tym razem. Ten rok jest dla mnie czasem imprez - od chrzcin przez osiemnastki po wesela, nie mam się kiedy nudzić. Cały czas w biegu. Jeszcze niedawno miałam okazję być dwa tygodnie w Warszawie u przyjaciółki. Nadrobiłyśmy czas, którego nie miałyśmy przez ostatnie kilka lat. Nagadałyśmy się, ale nigdy nie na zapas, wiecie jak to jest. 



W Warszawie byłam drugi raz w życiu, w sumie można określić, że nawet pierwszy. Poprzedni był tylko chwilowy - przejazdem. Niestety przez pracę, której trochę miałyśmy nie zdążyłyśmy pozwiedzać tak wiele jak to sobie wymarzyłyśmy. W międzyczasie zjechałyśmy na chwile do rodzinnego miasta, zostawiłam tu aparat i niestety, ale nie miałam możliwości zrobienia tylu zdjęć ile by się chciało. Wiem jedno - następnym razem to nadrobię. Niestety, kolejna okazja szybko nie nastąpi.







Jeśli będziecie mieli zajrzeć do Warszawy to na pewno idźcie na Stary Rynek, piękne urokliwe budowle. Zdecydowanie jest na co popatrzeć. A przede wszystkim udajcie się na Bulwary Wiślane - oczywiście wieczorem! Dobra muzyka, pełno jedzenia (raj dla łasuchów, polecam) - żyć nie umierać.



 
Byłyście może w jakimś ciekawym miejscu, które warto odwiedzić w Warszawie? Jakieś muzeum, knajpy z jedzeniem, piękne widoki? Czekam na Wasze propozycje. Z przyjemnością wykorzystam je następnym razem :)




Copyright © 2016 , Blogger