19:00:00

NIE LUBIĘ INTERNETU ZA...

NIE LUBIĘ INTERNETU ZA...

Internet to reklama, edukacja, relacje ze znajomymi, rynek i wiele innych. Jednak z miliona pozytywnych aspektów i chwalenia tak cudownego wynalazku ponad wszystko nie potrafię zrozumieć pewnego zjawiska. Mowa o HEJCIE. Dzielenie się swoimi poglądami, wyrażanie własnej opinii, konstruktywne komentarze są jak najbardziej okej. Jednak kiedy przychodzi czas wypowiedzi bez głębszego przekazu zaczyna się pogrom.



Hejt możemy spotkać w każdej części internetu, zazwyczaj te komentarze brzmią mniej więcej tak: jesteś głupia, przestań pisać te głupoty, dno dna, zmień twarz, jesteś przykra, żałosne, jak Ty wyglądasz? I tutaj nasuwa się pytanie po co to wszystko? co w tym fajnego? Myślę, że ludzie zwyczajnie lubią sprawiać przykrość drugiej osobie, uprzykrzać życie, psuć każdy dzień. Choć powiem szczerze, że jak dla mnie obrażanie jakichkolwiek osób bez względu na to czy są biedne, bogate, popularne czy nie to po prostu chamstwo. Tzw. hejterzy to osoby bez szacunku, empatii. Wydaje mi się, że ich życie jest nudne, szare, mało interesujące, dlatego też lubią komuś podokuczać i być może właśnie wtedy czują się dowartościowani? Nie wiem. Najśmieszniejsze jest to, że hejterzy nie ujawniają się. Robią to wszystko totalnie anonimowo. Czyżby obawiali się pokazania swojej prawdziwej twarzy? Pamiętam jak stawiałam swoje pierwsze kroki w internecie. Zaczęło się od photobloga, którego prowadziłam dosyć czynnie od 2007 roku. Spodobało mi się, więc postanowiłam założyć bloga. Istniał dosyć długo - pod inną nazwą. Zyskał sporo obserwatorów, wszystko świetnie się rozkręcało, było fajnie - do czasu. W pewnym momencie zjawisko hejtu zaczynało się coraz bardziej rozprzestrzeniać. Pojawiło się sporo hejtu, anonimów, przykrych słów, które przybiły mnie do muru. Cały czas, który poświęciłam na wszystko co stworzyłam od zera stał się nieistotny. Bloga usunęłam. Miesiącami zastanawiałam się jak wypełnię tę pustkę. W końcu podjęłam decyzję o powrocie. Odrodziłam się jak feniks z popiołów. Wiem, że hejt i anonimy nigdy nie znikną, a mimo to nie warto się przez nie poddawać.



19:30:00

#ZDJĘCIA - PAULINA

#ZDJĘCIA - PAULINA

Jakiś czas temu, a dokładnie w maju z wielką obawą i strachem pokazałam Wam zdjęcia, które wykonałam. Nie była to jakaś pełna profeska, wiadomo (tutaj wpis). Z racji tego, że wpis znalazł się w czołówce najchętniej odwiedzanych postanowiłam, że pokaże światu kolejne foty, które miałam okazję wykonać w czerwcowe dni. Zdjęcia kosztowały nas wiele poświęcenia - lodowata woda, deszcz, brak słońca, a do tego pełno owadów, które czyhały by tylko coś nam zrobić. Ale udało się! 








20:00:00

Warszawa

Warszawa


Tak długie przerwy nieraz działają niezwykle motywująco - tak jest i tym razem. Ten rok jest dla mnie czasem imprez - od chrzcin przez osiemnastki po wesela, nie mam się kiedy nudzić. Cały czas w biegu. Jeszcze niedawno miałam okazję być dwa tygodnie w Warszawie u przyjaciółki. Nadrobiłyśmy czas, którego nie miałyśmy przez ostatnie kilka lat. Nagadałyśmy się, ale nigdy nie na zapas, wiecie jak to jest. 



W Warszawie byłam drugi raz w życiu, w sumie można określić, że nawet pierwszy. Poprzedni był tylko chwilowy - przejazdem. Niestety przez pracę, której trochę miałyśmy nie zdążyłyśmy pozwiedzać tak wiele jak to sobie wymarzyłyśmy. W międzyczasie zjechałyśmy na chwile do rodzinnego miasta, zostawiłam tu aparat i niestety, ale nie miałam możliwości zrobienia tylu zdjęć ile by się chciało. Wiem jedno - następnym razem to nadrobię. Niestety, kolejna okazja szybko nie nastąpi.







Jeśli będziecie mieli zajrzeć do Warszawy to na pewno idźcie na Stary Rynek, piękne urokliwe budowle. Zdecydowanie jest na co popatrzeć. A przede wszystkim udajcie się na Bulwary Wiślane - oczywiście wieczorem! Dobra muzyka, pełno jedzenia (raj dla łasuchów, polecam) - żyć nie umierać.



 
Byłyście może w jakimś ciekawym miejscu, które warto odwiedzić w Warszawie? Jakieś muzeum, knajpy z jedzeniem, piękne widoki? Czekam na Wasze propozycje. Z przyjemnością wykorzystam je następnym razem :)




20:30:00

SOPOT

SOPOT

Sopot odwiedziliśmy po drodze wracając z krótkiego wypadu nad morze, o którym pisałam w ostatniej notce. Na szczęście pogoda dopisała. Było ciepło, a słońce delikatnie przebijało się przez chmury. Niestety ja byłam zmuszona chować się choćby w najmniejszy cień, ponieważ dzień wcześniej przesadziłam z opalaniem. Jak widać moje czerwone nogi na zdjęciach już z daleka wołają o pomoc, haha. Sopot odwiedziłam drugi raz w życiu, pierwszy raz byłam przelotem na obozie harcerskim kupę lat temu. Piękne miasto, piękne widoki czego chcieć więcej? Mam nadzieję, ze kiedyś będę miała okazję wpaść tam na dłużej.







20:00:00

spontaniczne Kąty!

spontaniczne Kąty!

Decyzja o wyjeździe nad morze zapadła dwa dni przed wyjazdem. Wyjeżdżamy w piątek rano, jedziemy na weekend, będzie fajnie. Auto zapakowane, więc w drogę! Mieliśmy nadzieję, że znalezienie jakiegokolwiek lokum to maksymalnie godzina. Niestety w tej kwestii nieco się przeliczyliśmy, dlatego wylądowaliśmy w mniejszej miejscowości bez tłumu turystów - w Kątach Rybackich. Pierwszego dnia pogoda nie była najpiękniejsza, było zimno i wietrznie. Zaś w sobotę żyć nie umierać! Słońce świetnie grzało, pogoda idealna na opalanie. Jak zwykle to właśnie ja zjarałam się najbardziej. Bliżej było mi do raka niż do pięknej czekoladki, haha.  W niedziele trzeba było już wracać, ale po drodze zajrzeliśmy jeszcze do Sopotu i Torunia. Aż miło wyrwać się tak na chwilę i odpocząć. Spontaniczne wyjazdy to najlepsze wyjazdy! Zdjęć z Sopotu trochę się uzbierało, dlatego małą relację pokażę Wam w kolejnym wpisie.







20:30:00

DRUGA STRONA MEDALU

DRUGA STRONA MEDALU

Na początku roku mówiłam sobie, że 2017 będzie świetnym czasem. Zrobiłam rok przerwy na studiach by wcielić kilka pomysłów w życie. Później wyskoczył jeden problem, drugi, trzeci i na pomysłach się skończyło. Niedawno był styczeń, wiara w siebie i czas na realizacje zamierzonych celów. Dziś jest lipiec, a ja  jestem tu gdzie byłam.


Uzbierało się trochę lepszych i gorszych chwil. Miałam momenty, w których mówiłam WALCZ, ZRÓB W KOŃCU TO DLA SIEBIE. No i na gadaniu się skończyło. Mimo dobrych dni, pamiętam same złe. Z perspektywy tych kilku miesięcy stwierdziłam, że zwyczajnie zmarnowałam swój czas. Jestem dziwnym typem człowieka. Myślę jak dogodzić wszystkim wokół, zapominam o sobie i wychodzę na tym jak zwykle, czyli źle. Nie potrafię wziąć się w garść. Powiedzieć PODNIEŚ DUPĘ I ZACZNIJ DZIAŁAĆ. Zawsze znajdę jakąś drugą stronę medalu. Bliżej mi do pesymisty niż optymisty. Choć gdzieś tam w otchłaniach mojej głowy delikatny szept powtarza mi by walczyć. Nie poddawać się. Kiedy wybierałam studia chciałam zrobić coś dla siebie. Jednak wiem, że zwyczajnie zwątpiłam w swoje możliwości. Oszukiwałam wszystkich wokół, a w tym przede wszystkim siebie.



Powiem Ci jedno. Kiedy stoisz przed najważniejszymi wyborami swojego życia nie myśl o innych. Miej głęboko gdzieś co powie babcia, wujek, ciotka czy jakaś przypadkowa osoba. Pomyśl o sobie, o swoich skrytych marzeniach i niespełnionych ambicjach. Jesteś tu i teraz. Rób to co chcesz robić. Oszukiwanie siebie nie jest tego warte.  Uwierz mi, wiem co mówię. Szkoda, że zmądrzałam dopiero w tym wieku, ale może lepiej późno niż wcale?  Kiedy musisz podjąć decyzje walcz o siebie i swoje marzenia. Nie słuchaj nikogo tylko głosu swojego serca. Inaczej zbłądzisz i będziesz żałować tych wszystkich nieodpowiednich decyzji. Zastanów się czy chcesz żyć dla siebie czy dla innych.

20:30:00

PARK LINOWY

PARK LINOWY

Jeśli chcecie aktywnie i przyjemnie spędzić wolny czas to koniecznie wybierzcie się do parku linowego. Całkiem przypadkiem miałam okazję skorzystać z atrakcji jakie oferuje taka forma rozrywki i szczerze polecam. Nie boję się wysokości. Można powiedzieć, że póki pod nogami mam płaską powierzchnie wysokość nie jest mi straszna. Jednak w parku linowym ten strach wygląda nieco inaczej. 


Do wyboru mieliśmy pięć tras - dziecięcą, niską, średnią, wysoką i tyrolską. Na początku pełni emocji stwierdziliśmy, że wchodzimy na wysoką. Niestety, kiedy zobaczyłam jak pewien pan zakręcił się w sznury i instruktorzy musieli po niego wchodzić - zwątpiłam. Chciałam całkowicie zrezygnować, bo zwyczajnie ogarnął mnie strach. Jednak skończyło się pójściem na trasę średnią. 


Najważniejsza zasada: NIE PATRZ W DÓŁ I PAMIĘTAJ O SWOIM BEZPIECZEŃSTWIE. Przed pójściem w drogę przeszliśmy małe szkolenie dotyczące bezpieczeństwa na górze i tego jak i gdzie się przypinać. Przeszkody wyglądały strasznie. Belki wiszące daleko od siebie kołysały się w każdą stronę. Jeden nieodpowiedni ruch i zostajemy w powietrzu bądź lecimy w dół. Wszystko zależy od nas samych. 


Po przejściu całej trasy mieliśmy okazję zjechać z najwyższego punktu nad jeziorem - trasą tyrolską. Sama nie wierzyłam w to co robię, bo wystarczył jeden błąd by wylądować w wodzie, ale podjęłam wyzwania, którego nie żałuję. Adrenalina uderza jak szalona, strach i satysfakcja w jednym. 


Jedyną wadą parku linowego były zakwasy, które trzymały przez następne dwa dni. Wchodzenie po schodach utrudnione, ale wszystko jest tego warte! Szkoda, że na zdjęciach nie widać odległości trasy od ziemi (w najwyższym punkcie 15m nad ziemią!). Próbowaliście kiedyś takiej atrakcji? 


Copyright © 2016 , Blogger