20:39:00

#ocalić marzenia

#ocalić marzenia

Cześć,
Dziś udało mi się wyrwać na zdjęcia, choć niemiłosiernie zmarzłam. Właśnie siedzę owinięta w kocyk i próbuje się jakoś rozgrzać. Niestety pogoda nadal nie ulega zmianie. Zachmurzone niebo i deszcz nadal nie dają wytchnienia. Raz na jakiś czas słońce próbuje przedostać się i ogrzać choć przez chwilę, lecz chmurzyska nie dają za wygraną. W ten niezwykle nostalgiczny wieczór zastanawiam się co dalej. Jeszcze trzy lata temu byłam pewna tego co chce osiągnąć. Byłam pewna, że wszystko pójdzie po mojej myśli, ale los chciał inaczej. Jak? Tego do końca nie wiem. W lipcu tego roku zdążyłam się obronić, a później coś we mnie pękło. Zaczęło do mnie docierać, że działam wbrew sobie i własnym przekonaniom, a przede wszystkim wbrew temu, o czym tak naprawdę skrycie marzyłam. Postawiłam wszystko na jedną kartę i... zrobiłam rok przerwy od studiów. Magister nie ucieknie. Czy to dobry pomysł? Okaże się w najbliższej przyszłości. Moje plany przybrały inny bieg. Niekoniecznie mogę nazwać go nowym, ale niech tak zostanie.



Jak na razie powoli zaczynam brnąć w odpowiednim kierunku. Stawiam małe kroczki w samorealizacji, za którą tak bardzo tęskniłam. W obecej chwili śmiało mogę powiedzieć, że zaczynam czuć, że żyję. Wiem, że nie będzie łatwo i pewnie nieraz zwątpie w swoje możliwości, ale mam nadzieję, że jakoś przezwyciężę swoje słabości. Spełnianie marzeń, dawnych pragnień to zwycięstwo nad samym sobą. Ostatnio gdzieś przeczytałam, że prawdziwym obowiązkiem jest ocalenie własnych marzeń. Dotarło do mnie, że to marzenia napędzają nasz świat i budują naszą osobowość. Dzięki marzeniom, a szczególnie ich spełnieniu udowadniamy sobie, że jeśli tak naprawdę czegoś się pragnie to wcześniej czy później to zrealizujemy. Jak na razie jestem dobrej myśli, choć napotkałam po drodze kilka przeszkód. Cały czas powtrzam, że będzie dobrze i dam radę. Może za jakiś czas zdradzę Wam, co chodzi mi po głowie i o czym tak zawsze marzyłam. A jak jest z Waszymi pragnieniami? Idziecie za ciosem czy stawiacie na rozsądek?



Pozdrawiam Was ciepło,

21:38:00

#roztargnienie

#roztargnienie
Cześć, 
pogoda ostatnio nie rozpieszcza - deszczowo, pochmurnie i zimno. Takiej jesieni zdecydowanie nie lubię. Szczególnie krótkich dni, które utrudniają nie tylko normalne funkcjonowanie, ale także swobodne robienie zdjęć. Jedyną nadzieją na zrobienie czegokolwiek jest weekend, a następny szykuje się dosyć aktywnie, choć na poprzedni narzekać też nie mogę. Całą niedzielę spędziłam w Łodzi na załatwianiu miliona spraw i małych zakupach. Na wspomnienie, o tym dniu zdecydowanie chce mi się śmiać, ponieważ nie należał do najlepszych. Zapominałam o wszystkim od banałów po dokumenty czy telefon, ale tłumaczę to sobie gorszym dniem, złą aurą czy czymkolwiek innym. Byłam pełna podziwu dla mojego chłopaka, który dosyć dzielnie znosił moje roztargnienie. Obecnie mój nastrój jest lepszy niż w minioną niedzielę i dzisiejszy poranek. Głowa przestała mi pękać, więc narzekać nie mogę. Miałam przyjść do Was z innym postem, ale pogoda trochę popsuła moje plany. Nie zdradzę szczegółów, czekajcie cierpliwie :) Najwyższy czas zmykać, rozebrać łóżko i owinąć się w kokon. 

Dobrej nocy,

20:33:00

JAK NAPISAĆ PRACĘ DYPLOMOWĄ?

JAK NAPISAĆ PRACĘ DYPLOMOWĄ?
W zeszłym roku o tej porze usilnie rozmyślałam nad napisaniem pierwszego zdania mojej pracy dyplomowej. Z pomocą zaglądałam do szafy, w której trzeba było zrobić porządek. Nagle przypominało mi się, że nie skończyłam czytać książki lub należałoby posprzątać mieszkanie. Wszystko było ciekawsze, choć tak naprawdę toczyłam walkę, wewnętrzną walkę z samą sobą. Napisanie pracy licencjackiej to nic łatwego. Jednak nadszedł czas, w którym w końcu usiadłam do pisania - zgadnijcie, który to był miesiąc? Już mówię GRUDZIEŃ. Napisałam wtedy pół pierwszego rozdziału. Zadowolona z efektów pracy znowu sobie przebimbałam kolejne miesiące - w końcu do obrony dużo czasu! I wiecie co? Ostatecznie pracę pisałam w biegu w 3 tygodnie przed obroną.
Problemem w pisaniu pracy jest organizacja czasu, a przede wszystkim motywacja. Na początku przygody z pisaniem obiecałam sobie, że po wybraniu tematu zaraz zabiorę się do pisania. Mijał tydzień, dwa, trzy i nic. Kiedy w końcu napisałam plan stwierdziłam, że teraz już na pewno muszę wziąć się do pracy. Powiem Wam, że nawet przez chwilę sobie uwierzyłam. Zebrałam wszystkie potrzebne materiały - książki, ustawy, e-booki. Zapowiadało się naprawdę dobrze, ale czar prysł kiedy usiadłam przed komputerem. Początki są najgorsze i to mogę Wam przyrzec z ręką na sercu. Przez cały dzień siedzenia przed komputerem udało mi się napisać marne pół strony. Przechodziłam katorgę i załamanie. Uznałam, że na pewno tego nie napiszę i w związku z tym praca napisze się sama. Jeśli jesteście na tym samym etapie powiem Wam jedno - 3/4 studentów robi tak samo. Prace dyplomowe zazwyczaj pisane są na biegu, na ostatnią chwilę, bo terminy gonią, a promotor dostaje szału. Wszystko na raz. Chcecie czy nie pisać musicie. Pamiętam czerwiec - była piękna pogoda, słońce parzyło, wszyscy jeździli nad wodę, a ja siedziałam w ciemnym pokoju i męczyłam się z licencjatem - NIE POLECAM.
Najważniejsza w pisaniu pracy dyplomowej jest REGULARNOŚĆ, ROZEZNANIE W TEMACIE, TRZYMANIE SIĘ TEMATU, PISANIE PO KOLEI, ZEBRANIE SIĘ W SOBIE I... SAMOZAPARCIE - tak piszą w internecie. Po części mają rację, ale powiem Wam szczerze, że nikt Wam lepiej niż Wy sami. Kilka z tych reguł złamałam, ale pracę napisałam. Jeśli zabierzecie się do pisania to pamiętajcie - weźcie dużo jedzenia, ciepłej herbaty lub innego trunku i... POWODZENIA! Motywacja i wiara we własne możliwości może Wam pomoże!
PS. Sobie też tak mówiłam, a skończyłam jak zwykle, wiec ruszcie tyłek i do dzieła! Może Wam się uda w terminie. Buziaki,

21:20:00

I MNIE DOPADŁO!

I MNIE DOPADŁO!

Cześć, nie wiem jak Wy, ale ja zdycham. Katar, kaszel i obolałe ciało nie dają mi spokoju. Wiadomo, grypa nie należy do najprzyjemniejszych chwil w życiu, ale trzeba ją jakoś pokonać. Od wczoraj leżę plackiem w łóżku i staram się jakoś zwalczyć to okropne choróbsko, choć na razie idzie opornie. Jeszcze niedawno chodziłam zadowolona i pełna wigoru powtarzając sobie w kółko jaka to jestem szczęśliwa, że w okresie wszelkich zachorowań chodzę zdrowa jak ryba, a tu rozkoszna niespodzianka. A tak naprawdę może to nie grypa, a uczulenie na uczelnie? W sumie różnie może być, objawy pojawiły się w niedzielę w trakcie zjazdu, więc nigdy nie wiadomo! Mam nadzieję, że Was nie dopadły sezonowe choroby.


Pozdrawiam i życzę zdrówka,
Copyright © 2016 , Blogger