20:30:00

PARK LINOWY

PARK LINOWY

Jeśli chcecie aktywnie i przyjemnie spędzić wolny czas to koniecznie wybierzcie się do parku linowego. Całkiem przypadkiem miałam okazję skorzystać z atrakcji jakie oferuje taka forma rozrywki i szczerze polecam. Nie boję się wysokości. Można powiedzieć, że póki pod nogami mam płaską powierzchnie wysokość nie jest mi straszna. Jednak w parku linowym ten strach wygląda nieco inaczej. 


Do wyboru mieliśmy pięć tras - dziecięcą, niską, średnią, wysoką i tyrolską. Na początku pełni emocji stwierdziliśmy, że wchodzimy na wysoką. Niestety, kiedy zobaczyłam jak pewien pan zakręcił się w sznury i instruktorzy musieli po niego wchodzić - zwątpiłam. Chciałam całkowicie zrezygnować, bo zwyczajnie ogarnął mnie strach. Jednak skończyło się pójściem na trasę średnią. 


Najważniejsza zasada: NIE PATRZ W DÓŁ I PAMIĘTAJ O SWOIM BEZPIECZEŃSTWIE. Przed pójściem w drogę przeszliśmy małe szkolenie dotyczące bezpieczeństwa na górze i tego jak i gdzie się przypinać. Przeszkody wyglądały strasznie. Belki wiszące daleko od siebie kołysały się w każdą stronę. Jeden nieodpowiedni ruch i zostajemy w powietrzu bądź lecimy w dół. Wszystko zależy od nas samych. 


Po przejściu całej trasy mieliśmy okazję zjechać z najwyższego punktu nad jeziorem - trasą tyrolską. Sama nie wierzyłam w to co robię, bo wystarczył jeden błąd by wylądować w wodzie, ale podjęłam wyzwania, którego nie żałuję. Adrenalina uderza jak szalona, strach i satysfakcja w jednym. 


Jedyną wadą parku linowego były zakwasy, które trzymały przez następne dwa dni. Wchodzenie po schodach utrudnione, ale wszystko jest tego warte! Szkoda, że na zdjęciach nie widać odległości trasy od ziemi (w najwyższym punkcie 15m nad ziemią!). Próbowaliście kiedyś takiej atrakcji? 


19:30:00

RESET

RESET

Aż wstyd się przyznać, że moja przerwa była tak długa. Niestety, natłok imprez spowodował moją niedyspozycje fizyczną i psychiczną. Potrzebowałam trochę czasu bez internetu. Taki mały reset dobrze robi człowiekowi. Dlatego stwierdziłam, że w tym tygodniu ruszę z podwójną siłą! Mimo pięknej słonecznej pogody mój nastrój nie jest tak doskonały tak jakbym tego chciała. Gdzieś z tyłu głowy siedzi taka mała, biedna istotka i krzyczy jak bardzo jej źle! Cały czas tłumaczę sobie, że w końcu będzie dobrze - obym się tylko nie myliła. Czerwiec leci jak szalony. Dwa z trzech wesel mam już za sobą. Jedno z nich trwało prawie tydzień, zaczęło się w środę a poprawin poprawin nie było końca. Wesele w tygodniu = dłuższe świętowanie!


Przygotowałam wiele postów, których sama już nie mogę się doczekać. Ale wszystko w swoim czasie! Cieszę się, że odpoczęłam i przygotowałam się do działania. Mam nadzieję, że spodobają Wam się moje wpisy i będziecie tu zaglądać. Tymczasem zostawiam Was z małą dawką nowych zdjęć!

PS. Znów zapomniałam zdjąć gumkę do włosów z ręki ;<



19:00:00

Deser bezowo - owocowy

Deser bezowo - owocowy



Wiosna i lato to pory roku, które uwielbiam nie tylko za piękną pogodę, wysoką temperaturę czy długie dnie, ale także za różnorodność świeżych owoców. Te pory roku w przeciwieństwie do pozostałych dają szeroki wachlarz kombinacji deserów. Jednym z lubianych przeze mnie deserów jest połączenie bezy, kremu, herbatników i owoców w szklance. Jest to świetna alternatywa dla ciast. Pamiętam, że kiedyś chciałam zrobić tort bezowy, ale niestety beza nie wyrosła jak powinna. Okazała się płaska i niezbyt atrakcyjna. Nie chciałam by wylądowała w koszu, więc wymyśliłam na nią inny sposób.


Składniki: 
Wykonanie:
  1.  Pokrusz herbatniki, "porozdzieraj" bezę, pokrój owoce.
  2. Warstwowo układaj poszczególne składniki - herbatniki, krem, owoce, beza, krem, owoce.
Jak widzicie przepis jest dziecinnie prosty, a jednocześnie niesamowicie pyszny! SMACZNEGO!



*Przepis na bezę i krem znajdziecie u mnie na blogu z przepisie na TORT PAVLOVA
Copyright © 2016 , Blogger