Kobieta zmienną jest!

lifestyle

Często spotykam się z pytaniem o mój kolor włosów, mianowicie – czy jest naturalny. Kiedy odpowiadam zazwyczaj na wielu twarzach widzę zaskoczenie, zresztą niemałe. Powiem Wam szczerze, że jeśli ktoś wspomniałby mi kilka lat temu, że wrócę do naturalnego koloru włosów i jeszcze się z nim polubię to pewnie mój śmiech byłoby słychać na drugim końcu świata. Bardzo nie lubiłam swoich naturalnych włosów, może opowiem od czego to się zaczęło. Moje pierwsze eksperymenty z włosami zaczęły się już na początku gimnazjum, niewinnie. Najpierw delikatne pasemka. Później trochę więcej pasemek i jeszcze trochę więcej, aż skończyło się na… PLATYNOWYM BLONDZIE. Tak, dobrze czytacie – PLATYNOWY BLOND (ten na powyższym zdjęciu, hahaha) To był szok. Jak poszłam na zakończenie roku szkolnego to nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Po paru dniach przyzwyczaiłam się do jasnych włosów i uznałam, że był to jeden z najlepszych pomysłów na jakie wpadłam. Niestety, w te same wakacje pojechałam na kolonię do Grecji, a tam była tragedia. Od słonej wody z moich włosów zrobiło się niesamowite siano, ponadto plątały się jak szalone. Po powrocie z wakacji ratowałam się wszystkim, co było pod ręką. Efekty były chwilowe. Po krótkim czasie zmieniłam kolor na cieplejszy. Z początku był bliższy marchewkowej rudości, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Na szczęście po paru tygodniach kolor zrobił się ładniejszy, mogłam śmiało mówić, że na głowie mam ciepły blond – przejrzałam miliony płyt ze zdjęciami i niestety nie mogę znaleźć żadnych fotek z tego okresu, choć znając życie gdzieś sobie leżą i się śmieją. Jak to bywało, znów zmieniłam zdanie. Uznałam, że lepiej czuję się w jaśniejszym kolorze, dlatego znów postawiłam na jasny blond. Może nie był on platynowy, ale był równie jasny.

Włosy farbowałam systematycznie, u fryzjera – nigdy nie bawiłam się sama we włosowe eksperymenty, miałam go kilka lat. Aż któregoś dnia wpadłam na najbardziej idiotyczny pomysł mojego życia – będąc na wizycie u fryzjera uznałam, że czas coś zmienić i uwaga – przefarbowałam się na RUDO! Do tej pory ostro zastanawiam się, co mną wtedy kierowało. Jedyne co nasuwa się na myśl to GŁUPOTA. Ale wróćmy do tematu. Na początku był to kasztanowy rudy, a później pojechałam po bandzie. Miałam na głowie sporo odcieni od wspomnianego kasztanowego po czerwone, mega czerwone. Pamiętam, że te ostatnie farbował mi Michał, po czym wspólnie uznaliśmy, że powinien zostać fryzjerem.

Po kilku miesiącach w końcu zmądrzałam. Uznałam, że nie mam ochoty na rude włosy. Sądziłam, że powrót do blondu będzie banalny, ale niestety się myliłam. Mimo tego, że rudy zmieniał swój kolor już po kilku myciach marzenie o blondzie było nie lada wyzwaniem. Na szczęście dziewczyny uratowały mi życie i podjęły się wyzwania. Zdejmowanie rudości z moich włosów trwało jakieś cztery wizyty u fryzjera – jedna wizyta ok. 4 godzin. Oprócz czasu jaki tam spędziłam to mój portfel też nieźle na tym ucierpiał. Odetchnęłam z ulgą kiedy na mojej głowie znów pojawił się blond. Na początku nie był idealny, ponieważ były to efekty zdjęcia rudości.

Kiedy udało się dobrze zdjąć kolor postawiłyśmy na letnie szaleństwo i zrobiłyśmy na głowie szarość z pudrowym różem, niestety na zdjęciach słabo widać (przy okazji na zdjęciu przedstawiam Wam spalony jak zwykle nos od słońca, haha).

Gdy pojawiły się odrosty stwierdziłam, że najwyższy czas wrócić do swoich włosów. Dziewczyny świetnie dobrały kolor farby przy odroście by idealnie pasował do mojego naturalnego, a poniżej był jaśniejszy, dzięki temu odrosty nie rzucały się w oczy a włosy powoli rosły wracając do odpowiedniej kondycji – naturalne ombre 😀

Obecnie, od około dwóch lat mam naturalny kolor i… nie zamienię go na żaden inny. Moje szaleństwo z farbowaniem włosów zdecydowanie minęło. Latem mój blond jest nieco jaśniejszy, miejscami ma wiele refleksów. Bardzo go lubię. Ostatnio na spotkaniu z przyjaciółką śmiałyśmy się, że obie w końcu mamy naturalne włosy (Kasia też trochę eksperymentowała) i nareszcie zmądrzałyśmy, haha. Mam nadzieję, że więcej nie uderzy mi do głowy żaden idiotyczny pomysł. Choć kto wie, przecież kobieta zmienną jest! Jak Wasze przygody z kolorami na głowie? Stawiacie na naturalność czy kombinujecie z kolorami?

No Comments Write a comment

Please add an author description.

No Comments

Leave a Reply